Press "Enter" to skip to content

Jak cię widzą, tak cię piszą

„O, skąd o tym wiedziałeś?” W zależności od poziomu dobudzenia poranną kawą moja odpowiedź zwykle oscylowała między wersją soft „z internetu”, „skądinąd”, „znienacka” i wersją hard „bo umiem internety”. Internet to śmietnik. Ale ten, kto posiądzie dar znajdywania w tym śmietniku prawdziwych skarbów, ten wcieli się w role zakładu utylizacji, który nawet na odpadach potrafi zarobić.

Dziś będzie o nurkowaniu w śmieciach.

Waga informacji

Po co nam informacje? Po to, żeby wiedzieć, bo wiedza w naszym fachu jest bardzo cenna. Jest tym, co wyróżnia nas z tłumu innych osób zajmujących się tymi samymi rzeczami co my. Możemy być z różnych miejsc, robić to samo, ale jeśli tylko jedno z nas ma dostęp do wiedzy i potrafi tę wiedzę wykorzystać, to automatycznie deklasuje pozostałych.

Informacje mają swoje życie. Żyją krótko ale bardzo intensywnie. O tym ile jest warta informacja, którą ma się kilka sekund przed innymi najchętniej opowiedzą wam maklerzy. Twórca drugiej w historii agencji informacyjnej, Paul Julius Reuter, wpadł na pomysł, żeby informacje giełdowe między Brukselą a Aachen przekazywać za pomocą gołębi pocztowych, co było rozwiązaniem szybszym, niż goniec z oficjalną korespondencją. Dzięki tym informacjom mógł spekulować na giełdzie, bo wiedział o rzeczach, o których inni dowiadywali się z kilkugodzinnym opóźnieniem dopiero od gońca.

Całe szczęście w sektorze pozarządowym informacje żyją trochę dłużej niż kilka sekund, ale są nie mniej istotne. Najlepszy przykład to czas, w którym dostajemy informacje o otworzeniu naboru w konkursie grantowym, gdzie każdy dzień potrzebny do napisania wniosku jest na wagę złota. Dowiedzieć się o naborze w dniu ogłoszenia – luzik. Trzy dni przed deadlinem – katastrofa.

Inna rzecz, to nabory na szkolenia z ograniczona ilością miejsc, informacje o ciekawych konferencjach z limitem zgłoszeń, ale także informacje o nowych publikacjach wydanych przez różne organizacje, wdrażane projekty, wypowiedzi polityków świadczące o zmianach i nastrojach w sektorze, wypowiedzi aktywistów – taki nasz trzeciosektorowy pudelek.

Informacje, to nie tylko te wszystkie dane, które pochłaniamy z sieci. My też jesteśmy źródłem informacji, a w internecie istnieją przede wszystkim ci, którzy informacje tworzą. Nawet pośrednio, bo informacje o nas mogą być umieszczone przez lokalne media albo blogerów. Albo niezadowolonych beneficjentów… Warto więc wiedzieć, gdzie nasze informacje krążą, z jakim skutkiem i kto z nich korzysta.

Tak jak ja wiem, że Ty korzystasz z mojego bloga. Nie wiem z jakim skutkiem, ale możesz ten skutek opisać na przykład jako informację zwrotną w komentarzu.

Monitoring mediów

Monitoring mediów jest usługą dostarczaną przez wyspecjalizowane instytucje. Polega on na dostarczeniu do nas wszystkich aktualności zawierających określone słowo lub słowa kluczowe, które pojawiły się w mediach, zarówno drukowanych, jak i elektronicznych (radio, tv, internet). W przeciwieństwie do treści statycznej, jak niezmienna zawartość strony www, jako „aktualności” rozumiemy tutaj pewne dane tekstowe albo audiowizualne, opatrzone datą i godziną publikacji oraz autorstwem.

Monitoring to o wiele wygodniejsze działanie, niż prenumerata lokalnych tytułów i ich codzienne wertowanie, z nadzieją, że znajdziemy coś ciekawego – szczególnie, że trudno jest monitorować dzienniki regionalne całej Polski. Monitoring dostarcza nam w wersji elektronicznej zestwienie wszystkich artykułów, w których padły wybrane przez nas słowa kluczowe, a w przypadku gazet także skan całego artykułu.

Oczywiście usługa ta nie jest bezpłatna, ale za jakość trzeba płacić. Niektóre instytucje w ramach abonamentów udostępniają także takie usługi jak wartościowanie znalezionych informacji – czy informacja z danym słowem kluczowym była pozytywna, negatywna czy neutralna. Dodatkowo dostajemy raporty, analizy trendów i pulpit z duża ilością wykresów pokazujących do się w danym temacie mówi.

Ale oprócz rozwiązań płatnych istnieją także sposoby na bezpłatne monitorowanie mediów. Niestety nie w pełnym zakresie, ale zawsze lepsze to, niż kompletny brak monitoringu. Więc jeśli szukasz sposobu na bezpłatne pozyskanie takich usług i możesz przymknąć oko na jakość tego co otrzymujesz, to pokażę ci parę sprawdzonych sposobów.

Słowa – klucze

Po pierwsze zastanów się czego szukasz. Czy jest to jakiś ogólny termin, czy nazwa twojej organizacji? Im krócej tym lepiej. Na przykład ja zawsze szukam informacji o wolontariacie – i łatwiej mi w wynikach wyszukiwania przebrnąć przez kompletnie nietrafione informacje po wyszukiwaniu słowa „wolontariat”, niż wysilać się na szczegółowe szukanie „wolontariat AND zagraniczny NEAR afryka”, które ze względu na złożoność będzie znacznie mniej efektywne.

Weź pod uwagę, że wyszukiwarki potrafią być głupie. My potrafimy deklinować i koniugować. Oprogramowanie niekoniecznie. „Wolontariatem” to nie to samo co „wolontariuszowi” i w zależności od tego o co zapytamy, możemy dostać informacje o braku znalezionych informacji.

Jeśli jesteś osobą publiczną lub się za taką uważasz, to polecam monitorowanie swojego imienia i nazwiska. Przydaje się.

Dostawcy usług

Istnieje kilka serwisów, które na początek wystarczają za prymitywny monitoring mediów. Mi pomagały uzupełniać zawartość prowadzonych przez mnie profili mediów społecznościowych o ciekawe znaleziska w temacie wolontariatu i działalności społecznej. Ale można je wykorzystać do wyszukiwania dowolnych aktualności.

Alerty Google – usługa dostarczona przez Google, polegająca na mailowym informowaniu o tym, że dane słowo kluczowe zostało znalezione w aktualnościach. Możemy wskazać, czy chodzi nam o wyszukiwanie na stronach informacyjnych, blogach, materiałach video itp. Usługa informuje nas o każdym znalezisku z osobna lub wysyła jeden zbiorczy raport z linkami dziennie. Właściwie ten serwis działa w formie najbardziej zbliżonej do standardowych raportów monitoringów mediów.

Plusy

  • Potrafi odmieniać słowa kluczowe.
  • W miarę dobrze radzi sobie z mediami, najczęściej z wersjami internetowymi gazet.

Minusy

  • Toporne w korzystaniu z tematów związanych z trzecim sektorem, bo połowa znalezisk będzie pochodziła z ngo.pl.
  • Nie patrzy co indeksuje, więc jeśli szukamy jakiegoś słowa, to tak samo informuje o znalezisku u ogólnopolskiego wydawcy jak i w mało znanej tablicy kupię-sprzedam-zamienię.
  • Linki do części gazet prowadzą do zajawek artykułów a dostęp do pełnej treści jest dostępny po zapłaceniu abonamentu.
  • Brak wyszukiwania zaawansowanego.

TalkWaterAlerts – promujący się jako „bezpłatna alternatywa dla Google Alerts”. Moim zdaniem indeksuje trochę więcej tytułów, ale to może być subiektywne odczucie. Nie odmienia słów kluczowych, przez co jest trochę bardziej toporny niż Alerty, ale przy odpowiednim ręcznym ich wpisaniu staje się efektywny.

Plusy

  • Inne podejście do indeksowania niż Google, co skutkuje innymi trafieniami.

Minusy

  • Nie odmienia wyrazów, przez co wymaga ręcznego ustawienia wszystkich słów kluczowych w możliwych odmianach.
  • Wymagana rejestracja i założenie konta.

Meltwater IceRocket – kombajn do przeszukiwania mediów społecznościowych bazujący na wyszukiwarce IceRocket. Umożliwia indywidualne przekopywanie Facebooka, Twittera i blogosfery, w tym najpopularniejszych serwisów hostujących blogi, takich jak wordpress.com czy blogspot.

Plusy

  • Znajduje wpisy nieotagowane, których inaczej byśmy nie znaleźli.
  • Zaawansowane wyszukiwanie – możemy stworzyć warunki wyszukiwania słów kluczowych.
  • Część organizacji nie prowadzi własnych stron www, ale korzysta z mechanizmów blogowych, co pozwala znaleźć sporo ciekawych informacji.

Minusy

  • Potwornie duża ilość informacji. Dla Twittera to, co było 2 godziny temu to prehistoria…
  • Wymagane ręczne wyszukiwanie, co kończy się kilkugodzinna posiadówką raz w miesiącu.
  • Nie odmienia słów kluczowych.

Wiadomości Google i Wiadomości Bing – Tak, takie usługi ciągle istnieją. Indeksują wszystkie wiadomości z polskojęzycznych mediów, łącznie z mediami elektronicznymi i całkiem nieźle sobie z nimi radzą.

Plusy

  • Indeksują radio i TV – o ile te treści pojawiły się na stronach internetowych wydawców.
  • Jeśli trafimy w dobre słowa kluczowe, to w usłudze Google możemy od razu utworzyć z nich Alert.
  • Bing daje nam możliwość subskrypcji danego zapytania jako kanału RSS.

Minusy

  • Z grubsza te same treści, które dostarczą nam Alerty Google.
  • Znajdziemy tylko media zaindeksowane przez wyszukiwarki.

Inne ciekawe rozwiązania

Mention – serwis anglojęzyczny monitorujący media i media społecznościowe. Zaletą jest to, że jest to prawdziwy serwis monitoringu, a nie bezpłatna usługa. Jednak o takich językowych wynalazkach jak deklinacja i koniugacja w słowach kluczowych możemy pomarzyć. Co ważne daje nam możliwość monitorowania jednego słowa kluczowego za darmo. Ale pamiętaj – jeśli otrzymujesz coś za darmo, to znaczy, że to ty jesteś towarem.

Metoda desperacka – wyszukujemy wydawców największych tytułów, czyli grupy medialne typu Agora, Gremi Media, Polska Press i ręcznie przekopujemy archiwa Wyborczej, Rzepy i czego tam popadnie, z nadzieją, że coś tam znajdziemy. Metoda czasochłonna, upierdliwa – bo na przykład media regionalne mają w portfolio kilkanaście tytułów, z czego każdy ma własną wyszukiwarkę, kosztowna – bo dostęp częściowo jest płatny, i przeraźliwie nudna… Polecam, żeby zrozumieć za co płacisz dostawcom monitoringu mediów.

Wykorzystaj mądrze

Dostęp do tych informacji daje nam przede wszystkim możliwość posługiwania się nimi. W pierwszej kolejności dla naszego użytku, w drugiej dla naszych użytkowników. Wykorzystanie kilku powyższych narzędzi umożliwiało mi wykopywanie dosłownie z czeluści internetu informacji o projektach tworzących nowe Centra Wolontariatu w Polsce, dużych wydarzeniach nagradzających wolontariuszy i wykorzystanie ich jako informacji w mediach społecznościowych. W końcu sloganem Ogólnopolskiej Sieci Centrów Wolontariatu jest „O wolontariacie wiemy wszystko” – a to zobowiązuje.

Przy okazji publikując linki do artykułów z mediów regionalnych lub aktualności zaszytych gdzieś głęboko na stronach lokalnych ngo to my stajemy się medium – czyli tak naprawdę to do nas trafiają czytelnicy, zanim dotrą do źródła informacji. A o to nam chodzi w mediach społecznościowych, żeby jak najwięcej osób przywiązało się do naszego profilu.

Dzięki mechanizmom monitorującym znajdywałem też informacje o publikacjach, co z kolei przy odpowiednim wyszukiwaniu umożliwiło mi dorzucenie wielu ciekawych książek do Biblioteki Wolontariatu, do których nikt prawdopodobnie samodzielnie by nie dotarł.

Inna rzecz, to tak zwane „gaszenie pożarów”. Jeśli gdzieś robi się jakaś afera wokół której kręcą się wolontariusze to mamy możliwość interweniować lub przygotować się na to, że ktoś się z nami skontaktuje w tej sprawie.

Przy okazji można także zdobyć wiele innych ciekawych informacji. Na przykład efektem wczorajszego raportu z Alertów jest informacja, że GUS udostępnił nowy raport dotyczący związków zawodowych w Polsce. Bez monitoringu pewno bym go nie znalazł, bo nie należę do desperatów codziennie zwiedzających strony GUS.

Niewątpliwym atutem monitoringu jest też dowiadywanie się z pierwszej ręki o tym kto o nas pisze, kto nas cytuje, albo kto się na nas powołuje. Jest to o tyle fajne, że wiemy, kto nas czyta i dzięki komu zwiększa się zasięg naszego oddziaływania. Tylko ważne, żeby nazwy nie przekręcali.

Na koniec

Kiedy już zapoznasz się z możliwościami powyższych bezpłatnych aplikacji polecam ci skorzystanie z oferty prawdziwych instytucji monitorujących media. Część z nich posiada pakiety demonstracyjne w ramach których można nieodpłatnie przetestować wybraną usługę przez kilka dni. Gwarantuję, że poczujesz różnicę. I o ile monitoring w międzyczasie nie stał się Twoim narzędziem niezbędnym do pracy, na które możesz wydać kilkaset złotych rocznie, to pozostaje ci albo dalsze korzystanie z bezpłatnych protez (tak protez, bo do funkcjonalności płatnych serwisów to im duuużo brakuje), albo próba negocjacji partnerstwa w ramach którego otrzymasz taką usługę nieodpłatnie. Nam się udało raz, ale było warto.

To co o tobie ostatnio pisali?

Zdjęcie: binoculars portrait, autor: gerlos

CC BY-NC-SA 4.0 Jak cię widzą, tak cię piszą by Karol Krzyczkowski is licensed under a Creative Commons Attribution-NonCommercial-ShareAlike 4.0 International License.

2 komentarze

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d bloggers like this: