Press "Enter" to skip to content

Co zrobić z niechcianymi książkami

Niedawno byłem światkiem dość ciekawego zdarzenia. Antykwariat mieszczący się w mojej kamienicy zdecydował się na przeprowadzkę do nowego miejsca. Stare było ciasne i dość drogie, jak na antykwariackie dochody. Żeby ułatwić sobie przenosiny właściciel zdecydował się na selekcję książek. Te, które nie rokowały, wylądowały w specjalnie podstawionym kontenerze na makulaturę. W tym samym dniu na portalach społecznościowych podniósł się raban, bo jak tak można w biały dzień wyrzucać książki. Że to brak kultury i wręcz zbrodnia na dorobku narodowym – co najmniej, jakby ktoś robił powtórkę z palenia książek w Berlinie w 1933. Zwoływały się grupki czytelników, którzy szli wyciągać te książki z kontenera…

Parę tygodni później, już w nowym miejscu, rozmawiałem o tej sytuacji z właścicielem antykwariatu. Stwierdził, że te książki próbował sprzedać wcześniej za symboliczną złotówkę, pozostawiając je nawet bez dozoru przed antykwariatem, z nadzieją, że któregoś dnia znikną. Niestety, nie zniknęły. Cenniejsze od książek było miejsce, przeznaczone na inne, bardziej dochodowe inicjatywy antykwariatu – na przykład handel starą porcelaną. Bo książka to taki sam towar jak każdy inny. I jest warta dokładnie tyle, ile ktoś jest w stanie za nią zapłacić.

Jedyne co mnie boli to fakt, że antykwariat, do którego miałem dwa kroki, przeniósł się dość daleko i nie mogę się w łatwy sposób pozbyć mojej starej PRLowskiej porcelany i zbędnych książek. A właśnie z książkami miałem największy problem.

Zbędna biblioteka

Z dnia na dzień weszliśmy w posiadanie mieszkania, w którym po poprzednim lokatorze pozostało dosłownie wszystko – w tym niezliczona ilość książek. Każde z nas ma już swój pokaźny księgozbiór, więc wizja dodania sobie kolejnych woluminów, które w dodatku totalnie nie są w naszych tematach, przyprawiła nas o ból głowy. Po literaturę piękną sięgamy do otwartych zasobów, bibliotek, ściągamy sobie e-booki, ale ze względu na ograniczone miejsce raczej nie kolekcjonujemy np. serii z Nike.

Po dokładnym przejrzeniu całego księgozbioru, zdecydowaliśmy się na pozbycie się tego, co uznaliśmy za zbyteczne. W pierwszej kolejności chcieliśmy mieć na tym jakiś zysk. Jeśli to by nie wyszło, to chcieliśmy, żeby korzyść z tego mieli inni. Dopiero na samym końcu w grę weszła utylizacja. Obecnie jesteśmy w trakcie realizowania naszych zamierzeń. Jeśli kiedyś staniecie przed podobnym dylematem, to może poniższe informacje wam się przydadzą.

Przed pracą – selekcja

Najpierw trzeba było wszystko przejrzeć. Między innymi, żeby przekonać się czym dysponujemy i czego tak naprawdę się chcemy pozbyć. Naszą selekcję robiliśmy 2 razy. Pierwszy raz skupiliśmy się na tytułach. Zostawiliśmy sobie książki, które nas urzekły, lub które były na tyle stare, że zwyczajnie chcieliśmy je sobie zostawić.

Ale po otworzeniu jednej z książek znaleźliśmy starą pamiątkę rodzinną i skłoniło nas to dosłownie do przejrzenia kartka po kartce wszystkich poddanych już raz selekcji książek. Pozyskaliśmy  w ten sposób dodatkowe zdjęcia rodzinne, stare banknoty, dokumenty, znaczki pocztowe, listy, notatki itp. Ale też dzięki temu zostaliśmy z księgozbiorem, co do którego mamy pewność, że jest nam zbyteczny i nie zawiera w sobie żadnych niespodzianek.

11058000_10153491681829732_6561746656262431329_n
Taką perełkę znaleźliśmy

Po pierwsze – dla własnego zysku

Portale aukcyjne oferują wszystko, co jest potrzebne do efektywnej sprzedaży. Chyba, że chcemy sprzedać stare książki. Wystarczy wpisać tytuł danej publikacji, żeby przekonać się ile kosztuje. I jednocześnie przekonać się, że nikt jej nie chce kupić. Do sprzedaży tego typu trzeba mieć przede wszystkim cierpliwość. Dużo cierpliwości. Dodatkowo zarezerwować sobie czas na uzupełnianie ofert i ponowne ich wystawianie, jeśli nikt książki nie kupi w zakładanym czasie. A najgorsze jest to, że książki przez cały ten czas zajmują nam miejsce. Jeśli liczycie na szybkie pozbycie się ich z domu – to nie tędy droga.

Antykwariaty zapłacą nam mniej, ale wezmą na siebie całą zabawę ze sprzedażą. I bardzo dobrze – zwolni nam się miejsce w domu. Zaprosiliśmy kilku antykwariuszy, wyspecjalizowanych w różnej tematyce, którzy wybrali sobie tytuły ich zdaniem rokujące na sprzedaż i ich zysk. Oni zaproponowali swoją cenę, my bez gadania ją przyjęliśmy, bo bardziej zależało nam na uwolnieniu przestrzeni pod nadchodzący remont, niż targowanie się. Część księgozbioru zniknęła. Mniejsza część. Ale przynajmniej zniknęła z antykwariuszami i nie musieliśmy się zastanawiać jak to wszystko znieść z piętra i przerzucić do antykwariatów.

Po drugie – dla korzyści innych

Znajomi byli niechętni. Nie dziwię się im. Też nie widziałem w tych książkach nic interesującego. Za to rodzina bardzo się ucieszyła przygarniając całkiem sporo albumów. Kolejna część księgozbioru zniknęła. Byliśmy gdzieś w połowie. Literatura polska nadal nam boleśnie ciążyła. Skończyła się możliwość kontaktów w kręgach nam znanych, z akcją trzeba było wyjść do szerszej publiczności. I tu się zaczęło robić ciekawie. Istnieje kilka akcji, które są chętne do zagospodarowania z pożytkiem niechcianych książek.

Zbieranie książek dla bibliotek na wschodzie. Akcja inicjowana dla wspierania kontaktów z polską u polaków mieszkających w krajach byłego Związku Radzieckiego. Akcje spontaniczne i sporadyczne realizowane zarówno przez ngo jak i organizacje kościelne wspierające polskie parafie. Z tego co wykazało nasze rozeznanie coraz bardziej potrzebne są fundusze, nie książki, bo akcje zbierania stały się okazją do pozbywania się niechcianych tytułów, których pod drugiej stronie też nikt nie chciał czytać, a transport ich na wschód tez kosztuje. Jak na razie nie zanosi się na żadną tego typu akcję w okolicy, a samo wyszukiwanie nie jest proste i wymaga nie tylko siedzenia z nosem w internecie, ale również wizytę w okolicznych parafiach, bo z informowaniem przez internet o takich akcjach jest różnie. Nam się nie udało znaleźć nic aktualnego, co najwyżej informacje o akcjach, które się odbyły.

Zbiórki książek dla dzieci, szczególnie do bibliotek tworzonych w szpitalach prowadzi Fundacja Rozwój, prowadząca portal zaczytani.org. Najfajniejsze w tej akcji jest to, że cały czas istnieją punkty, w których przyjmowane są książki. Wystarczy dostarczyć tam zbędna literaturę. Niestety, nie mamy książek dla dzieci.

Zbiórki książek dla więźniów były nagłośnione w latach 2013-14 w ramach kampanii „Majewskich posadzili” – wybraną Kampanią Społeczną roku 2013. Akcja realizowana była w ramach projektu i niestety wszystko wskazuje na to, że wraz z końcem projektu skończyło się działanie – tak przynajmniej wynika z serwisu www. Na stronie akcji Książki w Pudle ostatni news jest z maja 2014. Z tego, co piszą organizatorzy, akcja miała powodzenie i była naprawdę potrzebna, a obecnie działa przy Fundacji Zmiana. Na stronie brak szczegółów, oprócz informacji, że plany sięgają 2020 roku. Zamierzamy tę możliwość wkrótce przetestować, zwyczajnie nam się podoba.

Lokalne biblioteki tez czasami potrzebują książek. Jako bibliotekarz z wykształcenia wiem jednak, że nie każdej książki i nie wszędzie, dlatego akurat tę opcję zostawiłem na koniec. Może tez dlatego, że jest najbardziej zagmatwana – książki trzeba przynieść, a jeśli nie będą odpowiadały, to trzeba je zabrać. Jak się komuś chce taszczyć 10 książek, to ok. Ale my mamy ich 1000… Nawet jeśli zostaną, to nie mamy pewności, że po inwentaryzacji biblioteka się ich nie pozbędzie jako zbytecznych. Dużo roboty, za dużo niewiadomych, korzyść niekonieczna.

W dużych miastach działa bookcrossing, polegający na podkładaniu i porzucaniu książek przez czytelników. Idea fajna, szczególnie, że sam korzystam z książek zostawianych w przeznaczonych do tego szafach w parkach. Tylko uwolnienie blisko 1000 woluminów przez bookcrossing to niezłe wyzwanie logistyczne, na które raczej się nie zdecydujemy.

Pozbycie się

W grę wchodzi także utylizacja. Jestem przeciwnikiem wyrzucania książek na śmietnik. Nasza krajowa ścieżka obróbki surowców wtórnych jest jeszcze dość niedorobiona. Wystarczy wspomnieć, że papier jest kolekcjonowany z innymi tworzywami, czasami w pojemnikach, które nie chronią go przed zamoknięciem. Dlatego tego typu asortyment wywozimy zawsze na skup. Cena makulatury jest… hmmm… niska. Ale przynajmniej wiemy, że surowiec ten posłuży do czegoś więcej, niż do spalenia lub składowania.

Epilog

Nasz remont już się zaczął. Do wiosny książki będą leżakowały zapakowane hermetycznie w piwnicy. Wyrzucić i zutylizować je zawsze zdążymy, ale to ostateczność. Skoro zgodnie z zasadą 3R – Reduce, Reuse, Recycle – nie możemy już zredukować w tym zakresie naszych potrzeb, to zanim dojdziemy do recyrkulacji, trochę bardziej skupimy się na „Reuse”, czyli na znalezieniu ponownego zastosowania.

Jeśli macie jakiś pomysł, lub znacie akcję, która zajmuje się zbieraniem i ponownym wykorzystywaniem książek, to zapraszam do komentowania. Chętnie skorzystamy ze wskazówek.

Zdjęcie: Books of Cooks, autor: Sela Yair, licencja: CC BY 2.0

CC BY-NC-SA 4.0 Co zrobić z niechcianymi książkami by Karol Krzyczkowski is licensed under a Creative Commons Attribution-NonCommercial-ShareAlike 4.0 International License.

Be First to Comment

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: