Press "Enter" to skip to content

#MyFirst7jobs, czyli jak trafiłem do NGO

Nie lubię trendów blogowo – facebookowych, bo zwykle są głupawe. Ale ten akurat wzbudził we mnie na tyle ciekawości, że postanowiłem sobie przypomnieć co ja właściwie w życiu robiłem, że trafiłem do trzeciego sektora. Zresztą dzisiaj jest dzień blogów, więc mogę zrobić coś, czym żyje reszta społeczności.

Moje pierwsze 7 prac, czyli w moim przypadku ciekawa analiza tego, jak rozpoczęła się moja kariera w trzecim sektorze. Polecam wam zrobienie sobie własnego zawodowego rachunku sumienia, można dojść do ciekawych wniosków.

1. Komputerowe przepisywanie prac

Na początku mojej szkoły średniej rodzice kupili komputer. Od kilku lat byłem na kursie komputerowym w Młodzieżowym Domu Kultury gdzie męczyliśmy programy w BASICu, więc nie byłem w temacie nowicjuszem i było to bodźcem do zainwestowania jeden z pierwszych pecetów na moim osiedlu. To było w epoce, kiedy popularne były jeszcze Commodory i Atarynki. To było 386 SX z 2 MB RAM. Moi rodzice wyrzucili się na duży dysk twardy 130 MB (po co taki duży!) i kolorowy monitor. Było to fajne, bo wszyscy przychodzili do mnie oglądać jak wyglądają ich gry w kolorze, bo mieli tylko czarno-białe monitory, a przy okazji mogłem je sobie skopiować. Potem do zestawu doszła pierwsza drukarka HP DeskJet 520. Z takim zestawem praca znajdowała mnie sama. Drukowałem i sprzedawałem na przerwach ściągi, przepisywałem prace dyplomowe, referaty, robiłem wizytówki i papeterię. Wycisnąłem z tego atramenciaka chyba wszystko, co się dało.

2. Dekarz

Pewnego lata, kiedy byłem jeszcze w technikum, dorabiałem w wakacje firmie mojego ojca, kładąc papę na Centrum Targowym w Kielcach. Papa termozgrzewalna i środek lata to nie jest dobre połączenie, robota strasznie dała mi w kość. Szczególnie, że byłem wtedy początkującym wegetarianinem ze źle zbilansowaną dietą. Praca fizyczna w upale przy niekoniecznie dobrym odżywianiu była traumatyczna.

3. Pracownik drukarni

Technikum poligraficzne dało mi możliwość poznania w trakcie cotygodniowych praktyk różnych zakładów poligraficznych. Wystarczyło zagadać z osobami zarządzającymi i można w nich było sobie dorabiać na 2 albo 3 zmianie. Wiele osób z technikum tak dorabiało jako pomocnicy w introligatorni albo siła robocza wrzucająca „wkładki”, czyli wszystkie te reklamy i ulotki, które są luzem w czasopismach (ktoś te 10 000 sztuk ulotek musi wrzucić w nakład). Przyklejaliśmy też płyty CD do okładek. Czasami z nudów przepuszczaliśmy się nawzajem przez maszyny paczkujące.

4. AIESEC

Znajomy mnie tam zaciągnął. Skusiłem się, bo powiedział, że internet w biurze mają za darmo. I dziewczyny tam były fajne. W końcu czego więcej może chcieć student. Tak się wkręciłem, że po kilku miesiącach wylądowałem w Radzie Wykonawczej Komitetu Lokalnego – czyli lokalnym zarządzie. Praca była społeczna, ale ogrom wiedzy i potężny motywacyjny kopniak, który wtedy dostałem, uruchomił tak naprawdę moją karierę zawodową w pozarządówkach.

5. Filharmonia Świętokrzyska im. Oskara Kolberga w Kiecach

Po 1,5 roku w AIESECu nie potrafiłem się jakoś odnaleźć na studiach. Miałem za dużo czasu i energii, a mało rzeczy do robienia. Znajoma zaciągnęła mnie na spotkanie dla potencjalnych wolontariuszy do Centrum Wolontariatu działającego przy FRDL w Kielcach. Załapałem się na mój pierwszy wolontariat do Filharmonii. Co tydzień w piątek wbijałem się po zajęciach w garnitur i pomagałem gościom odnaleźć swoje miejsca na sali. W zamian mieliśmy bezpłatny wstęp na koncerty. Kiedyś mieliśmy pilnować przejść między budynkami bo na koncerty przechodzili nimi gapowicze. Wtedy też dostałem pochwałę, bo nie chciałem przepuścić gościa bez biletu, który twierdził, że jest dyrektorem filharmonii i dyrygentem. W końcu każdy może tak powiedzieć. Okazało się, że rzeczywiście nim był, ale dzięki temu zobaczył, że wolontariusze rzeczywiście robią w filharmonii dużo dobrego 🙂

6. Centrum Wolontariatu w Kielcach

Wolontariat w Filharmonii był fajny, ale tylko raz na 2 tygodnie. Czułem, że mam większe możliwości. Szczególnie, że moje studia nie były bardzo wymagające. Poszedłem więc do Centrum Wolontariatu i szukając nowych ofert już w nim zostałem. Najpierw poznałem personel Świętokrzyskiego Centrum Fundacji Rozwoju Demokracji Lokalnej a potem zacząłem się rozkręcać najpierw uczestnicząc a potem realizując wymiany młodzieży i projekty lokalne, aż w 2004 roku Centrum Wolontariatu w Kielcach się usamodzielniło jako niezależne stowarzyszenie. To był mój pierwszy zarząd organizacji pozarządowej i pierwsza odpowiedzialność za rozwój organizacji. Uczyliśmy się wszystkiego od zera, ale chyba dobrze nam poszło, skoro to Centrum Wolontariatu istnieje do dziś.

7. Centrum Wolontariatu w Warszawie

Po 5 latach w Kielcach zmieniłem miejsce zamieszkania na Warszawę. Szukałem pracy w różnych ngo, aż poszedłem na jakieś bezpłatne szkolenie do CW w Warszawie. Znałem tam prawie wszystkich, bo pracowaliśmy w jednej Sieci Centrów Wolontariatu. Nie przyszło mi do głowy, żeby tam szukać pracy, a zostałem w nim na kolejne 5 lat. To był mój kolejny skok rozwojowy. W Warszawie zobaczyłem jak działają duże organizacje pozarządowe. I cenię sobie tę pracę i całą moją wiedzę, którą tam zdobyłem.

CC BY-NC-SA 4.0 #MyFirst7jobs, czyli jak trafiłem do NGO by Karol Krzyczkowski is licensed under a Creative Commons Attribution-NonCommercial-ShareAlike 4.0 International License.

2 komentarze

  1. Agata
    Agata 23 września 2016

    A czemu nie piszesz o obecnej pracy? 🙂

    • Karol Krzyczkowski
      Karol Krzyczkowski 23 września 2016

      Bo jak dobrze policzyłem to jest moją 10 pracą i nie zmieściła się w idei #MyFirst7jobs 😉

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: