Press "Enter" to skip to content

Uzasadnienie wysiłku, czyli czy warto się namęczyć, żeby zostać wolontariuszem

Uzasadnienie wysiłku, to jeden z mechanizmów psychologii społecznej wynikający z dysonansu poznawczego. Objawia się on tym, że bardziej szanujemy rzeczy, które ciężko nam było osiągnąć, niż te, które przyszły nam łatwo. Czy efekt ten można wykorzystać w wolontariacie?

Lubię wracać do niektórych książek. Mam całą półkę zawaloną tytułami na temat teorii komunikacji, psychologii społecznej i manipulacji. Taka pozostałość po studiach, do której czasami wracam i w której czasami udaje mi się znaleźć coś nowego. Połączyć jakieś fakty. Po ostatnim odświeżeniu sobie zawartości książki „Wywieranie wpływu na ludzi” Roberta Cialdiniego przełożyłem jeden z jej mechanizmów na obserwacje zachowań wolontariuszy. Moim zdaniem działa on w naszych organizacjach – ale to tylko moja teoria. Może ktoś ma ochotę wziąć ją na warsztat naukowy?

Trochę psychologii społecznej na początek

Dysonans poznawczy to sytuacja, która powoduje w nas wewnętrzne napięcie. Najczęściej wtedy, kiedy nasze działania kolidują z naszymi wartościami. Jako ludzie nie lubimy takich napięć, więc mamy tendencje do ich rozładowywania – albo przez zmianę wartości na takie, które nie kolidują z naszym działaniem, albo na takie usprawiedliwienie działań, które nie kolidują z wyznawanymi przez nas wartościami. Bo jako ludzie nie lubimy nie mieć racji.

Działanie dysonansu dość dobrze opisał Elliot Aronson w książce „Człowiek istota społeczna” („The social animal”). Oparł się on na przykładzie ogłoszenia w 1964 roku w Stanach Zjednoczonych raportu pokazującego szkodliwość palenia. Badanie ankietowe badające reakcje ludzi po jego ogłoszeniu przyniosło dość ciekawe wyniki. Spośród osób niepalących tylko 10% wyraziło wątpliwość co do wyników raportu. Palacze, którzy po ogłoszeniu raportu zmagali się z własnym dysonansem, bo z jednej strony ciężko zerwać z nałogiem a z drugiej uważali się z ludzi zdrowych, mieli do niego zupełnie inne podejście – aż 40% z nich podważało wyniki raportu.

Mechanizm dysonansu jest bardzo użyteczny podczas wychowania dzieci. Nasze niegrzeczne dzieci chcą być z natury dobre. Jeśli umiejętnie zbudujemy w nich dysonans, że „tylko niedobre dzieci się tak niegrzecznie zachowują”, to przyniesie to zmianę postawy dziecka, które będzie w ten sposób niwelowało swoje wewnętrzne napięcie, bo nie chce być postrzegane jako niegrzeczne. (Kurcze, dlaczego uczą tego dopiero na studiach i to humanistycznych?)

Mechanizm Uzasadniania wysiłku bazuje na dysonansie, który powstaje wtedy, kiedy coś kosztuje nas wiele wysiłku. Kiedy okazuje się, że to, do czego doszliśmy nie spełniło naszych oczekiwań, dążymy do niwelowania wewnętrznego napięcia poprzez… tłumaczenie sobie, że właściwie nie jest to takie złe.

Właśnie na tym mechanizmie bazują wszystkie procesy inicjacji, które powodują, że okupione wysiłkiem wejście do jakiejś grupy przekłada się na większą lojalność i zaangażowanie nowego członka. Istnieje także proces odwrotny – im łatwiej coś dostajemy, tym mniej jesteśmy do tego przywiązani i mniej to szanujemy. Łatwo przyszło – łatwo poszło.

Inicjacja w wolontariacie

W wolontariacie wbrew pozorom istnieje proces inicjacyjny. Może nie jest tak widoczny jak inicjacje niektórych plemion polegające na wielogodzinnych obrzędach i rytuałach, ale istnieje.

W moim przekonaniu inicjacją wolontariusze jest cała droga, którą musi przejść od momentu pojawienia się w nim chęci zostania wolontariuszem, do momentu rozpoczęcia wolontariatu. Naszymi obrzędami są promocja, wymogi formalne związane z kompetencjami, wypełnianie formularzy, kontakt z koordynatorem i przygotowanie naszego „kandydata” do rozpoczęcia wolontariatu. Efektem przejścia tych rytuałów jest dołączenie do grona wolontariuszy danej organizacji.

Słomiany zapał

Jednym z głównych problemów sygnalizowanych przez organizacje jest utrata wolontariuszy. Wolontariusze szybko się pojawiają i równie szybko znikają. Zjawisko to zwykle utożsamia się ze słomianym zapałem samych wolontariuszy, ale oprócz analizowania wewnętrznej motywacji wolontariuszy można w tym przypadku postawić pytanie – czy nie za łatwo zostali wolontariuszami?

Prowadzenie potencjalnego wolontariusza za rękę przez wszystkie procedury lub ich ograniczenie może zbudować w nim odczucie, że takie działanie nic go nie kosztuje – nie finansowo, ale organizacyjnie. Nie musi on na etapie „inicjacyjnym” nic od siebie dawać, żeby go bez problemu przejść. Po prostu wyraża swoją chęć i… bęc! – jest wolontariuszem.

Przy takim przygotowaniu zderzenie z zaangażowaniem, którego oczekujemy i realizacją wszystkich obowiązków, które na niego narzucimy w ramach wolontariatu może być bardzo bolesne i bardzo wymagające. Przez to, że wejście do wolontariatu łatwo mu przyszło, to równie łatwo wolontariusz z tego wolontariatu nam ucieknie.

Wysoko podniesiona poprzeczka

Wymagający proces inicjacji może się wiązać zarówno z wymagającym, kilkustopniowym procesem rekrutacji, jak i skomplikowaną biurokracją i rozciągnięciem całego procesu w czasie. Proces taki sam z siebie jest zaporą dla osób, które chcą zostać wolontariuszami, ale wiedzą już na początku, że albo nie spełniają przewidzianych dla wolontariuszy wymagań, albo nie są w stanie przejść przez sam proces rekrutacji.

Im bardziej wymagający proces rekrutacji, tym więcej pytań, na które musi sobie odpowiedzieć wolontariusz. Sam proces zmusza wolontariusza do odnalezienia swojej wewnętrznej motywacji i znalezienie sensu w takim wolontariacie. Odsiewa to osoby, które trafiają do wolontariatu z przypadku.

Z mojej historii działań wolontariackich taki proces przechodziłem podczas rekrutacji do wolontariatu miejskiego do Wolontariatu Miast Gospodarzy UEFA EURO 2012. Był to kilkustopniowy proces z rozbudowaną rozmową kwalifikacyjną i obowiązkowymi szkoleniami. Od początku potencjalni wolontariusze mieli świadomość tego, że wymagania są bardzo wysokie, ale stworzona w ten sposób grupa była zaangażowana i miała świadomość swojej elitarności. Z tego co wiem w Warszawie nie było problemów ze znikaniem wolontariuszy, pomimo tego, że występowały sytuacje kryzysowe.

Jednym z najbardziej elitarnych programów wolontariatu jest United Nations Volunteering, Na pierwszy rzut oka wymogi nie są wysokie, ale baza zgłoszonych potencjalnych wolontariuszy jest  duża. Sami wolontariusze twierdzą, że bez biegłej znajomości przynajmniej 2 języków obcych i 2 dyplomów studiów wyższych w tej bazie się tonie, bo jest spośród kogo wybierać.

Podniesienie wymagań wobec wolontariuszy skutkować będzie jednak tym, że znacznie spadnie liczba chętnych, dla których zbudowana w ten sposób bariera będzie nie do przeskoczenia. Za to ci, którzy przez taki proces przejdą będą bardziej związani z organizacją na rzecz której działają.

Racjonalizacja problemów

Przejście przez inicjację buduje w nas dysonans, który zadziała za każdym razem kiedy zetkniemy się z bodźcem podważającym sens naszego inicjacyjnego wysiłku. Zadziała uzasadnienie, dzięki któremu wytłumaczymy sobie jakoś wszelkie niedogodności lub podkolorujemy sytuację doprowadzając do rozładowania naszego napięcia.

To, jak to działa w praktyce opisuje Robert Cialdini w książce „Wywieranie wpływu na ludzi”:

Dwaj młodzi badacze, Elliot Aronson i Judson Mills (1959), postanowili sprawdzić, czy to prawda, że „ludzie bardziej cenią sobie coś, co uzyskali dzięki własnym, intensywnym wysiłkom niż to, co przyszło im bez wysiłku”. Tak się szczęśliwie złożyło, że do sprawdzenia tej hipotezy wybrali właśnie wymagającą wysiłku – bądź nie – inicjację do grupy. Aronson i Mills stwierdzili, że młode kobiety, które musiały przejść przez mocno amabrasującą i kłopotliwą „ceremonię”, aby wejść do grupy dyskutującej na temat życia seksualnego, przekonały same siebie, że grupa ta jest interesująca, a uczestnictwo w niej – wartościowe. Mimo, że autorzy przetrenowali pozostałych uczestników dyskusji, aby byli tak „nudni i bezsensowni, jak to tylko możliwe”. Studentki, które musiały przejść jedynie łatwą inicjację lub nie zostały w ogóle poddane zabiegom inicjacyjnym, były w swoich sądach na temat grupy realistyczne i – zgodnie z prawdą – uważały ją za zbiorowisko nudziarzy.

Z jednej więc strony im bardziej wymagająca inicjacja, tym większe przywiązanie wolontariusza, ale również słabsze rozpoznawanie sytuacji kryzysowych i tych powodujących dyskomfort. Przywiązanie gwarantuje, że wolontariusz nie ucieknie przy pierwszej niekomfortowej dla niego sytuacji.

Wpłynie to na wszelkie odczucia wolontariusza co do jakości oferowanego mu wolontariatu i odbierania sytuacji w samej organizacji. Zaburzy w ten sposób obraz wszelkich prób ewaluacji jego wolontariatu. Wolontariat może być oceniony jako dobry, pomimo tego, że dla osób postronnych może wydawać się on nudny czy wręcz beznadziejny.

Po stronie organizacji

Przy eksperymentowaniu z podnoszeniem rekrutacyjnej poprzeczki należy pamiętać o tym, że grupa wolontariuszy, która przejdzie inicjację będzie grupą hermetyczną. Wszyscy wolontariusze odnajdą się w niej, bo wiedzą ile ich kosztowało zostanie wolontariuszami. Jeśli w tej grupie pojawią się nowi wolontariusze, którzy nie przeszli podobnego procesu, to zgotujemy sobie sami kryzys i tarcia w grupie, która może nie zaakceptować nowych osób.

Sam proces podwyższenia poprzeczki na pewno zbuduje barierę, od której odbija się niektórzy potencjalni wolontariusze. Jeśli więc dotychczas do wolontariatu zgłaszało się mało osób, to po zmianie może się ich zgłaszać jeszcze mniej.

Korzystając z mechanizmu Uzasadnienia wysiłku kupujemy sobie czas – wolontariusz nie zostawi nas po naszej pierwszej wpadce. Ale po kolejnych może mieć już dość. Budowanie takiego wolontariatu nie zwolni nas z wymogu utrzymania odpowiedniej jakości.

Opisane tu przykłady i eksperymenty pokazują tylko krótkofalowe efekty działania mechanizmów psychologicznych. Powstawanie nowych napięć w wolontariuszu, pomimo tego, że na początku rozładowywane jest przez dysonans, może po jakimś czasie zakończyć się sytuacją kryzysową.

To jak skomplikowane są wasze procedury rekrutacyjne?

Literatura

  • Robert Cialdini „Wywieranie wpływu na ludzi” – polecam początkującym, którzy nie mają doświadczenia we wczytywaniu się w skomplikowane teorie psychologiczne. Autor pisze bardzo prostym językiem i pokazuje podstawowe mechanizmy wpływające na nasze zachowania. Moim zdaniem podstawowa książka dla każdego, bez wyjątku. Polecam.
  • Elliot Aronson „Człowiek istota społeczna” – w tej książce zawiera się cała wiedza z książki Cialdiniego (i znacznie więcej), ale jednak jest to lektura trochę bardziej wymagająca. Jeśli bardziej zainteresują was tematy związane z psychologią społeczną, to jest ona kolejna pozycja do przeczytania.
  • We wpisie korzystałem również z Ewaluacji Wolontariatu Miast Gospodarzy UEFA EURO 2012

CC BY-NC-SA 4.0 Uzasadnienie wysiłku, czyli czy warto się namęczyć, żeby zostać wolontariuszem by Karol Krzyczkowski is licensed under a Creative Commons Attribution-NonCommercial-ShareAlike 4.0 International License.

Be First to Comment

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: